Polityka Na Weekend cz. III

Świat równoległy, czyli o Korei Północnej słów kilka (2/2)

Bardziej wnikliwi czytelnicy zapytają zapewne, dlaczego światowe mocarstwa do tej pory nie podjęły działań mających na celu „zaprowadzenie demokratycznego ładu opartego na woli społeczeństwa”? Odpowiedź jest stosunkowo prosta. W przypadku Korei Północnej mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem, które uniemożliwia zakończenie wojny w Syrii – konflikt interesów. Swoją partię rozgrywają Chiny, które nie do końca dogadują się z Rosją, która ma rozbieżne interesy z USA, które z kolei muszą liczyć się ze zdaniem Chin i Korei Południowej, która…
Koło się zamyka.

Dobrym momentem na przeprowadzenie rozwiązania siłowego były lata 90., a więc unipolar moment – okres jednostronnej dominacji Stanów Zjednoczonych. Związek Radziecki był w rozsypce, Chiny zaś, poddawane izolacji ze względu na wydarzenia na placu Tiananmen, miały do powiedzenia zdecydowanie mniej niż obecnie. Wspomniany w poprzedniej notce Waldemar Dziak twierdzi, że najgłośniej protestowała wtedy Korea Południowa, która obawiała się drastycznych konsekwencji. Jej stolica – Seul – położona jest raptem 50 km od granicy z Północą. Zdarzało się, że gdy północnokoreański pilot postanowił uciec swoim samolotem, to Południe nie zdążyło poderwać maszyn, a on już podchodził do lądowania na lotnisku w Seulu. Nie ulega wątpliwości, że żołnierze Korei Północnej wyszkoleniem i sprzętem ustępują armii Południa, lecz te ubytki uzupełniają fanatyzmem oraz swoją liczbą – 1,2 miliona wojaków plus 5 milionów radykalnie nastawionych członków organizacji paramilitarnych jest siłą, której nie można lekceważyć. 

11360643203_3ab9bdd2fc_c
Attribution 2.0 Generic (CC BY-SA 2.0), Clay Gilliland https://www.flickr.com/photos/26781577@N07/11360643203/sizes/c/

Dzisiaj klucze do rozwiązania problemu Korei Północnej trzymają Chiny. Bez Pekinu nikt – ani Waszyngton, ani Moskwa, ani Tokio, ani Seul – nie jest w stanie samodzielnie wypracować kompromisu. Widać to chociażby w wydarzeniach z ostatniego tygodnia: nowa amerykańska administracja po raz kolejny pogroziła Pjongjangowi palcem (co jest odejściem od polityki „dyplomatycznej cierpliwości” Obamy), a Chińczycy „wyłączyli” północnokoreańskie bankomaty. 91% koreańskiego handlu zagranicznego przypada na Chiny, wydaje się zatem, że nie powinny mieć one większych problemów z poskromieniem zapędów Kim Dzong Una. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę rozwiązania inne niż siłowe. Dlaczego zatem Chińczycy nie palą się do podjęcia działań mających na celu „pacyfikację” nieobliczalnego wodza Korei Północnej?

Z odpowiedzią ponownie przychodzi autor wydanej w 2016 roku książki pt. „Korea Północna. Wewnętrzne wektory trwania”. Chińskie elity nie chcą ingerować zbytnio w geopolitykę, ponieważ nie „zabija się psa, który dobrze pilnuje podwórka„. W regionie liczą się dwa mocarstwa – USA oraz Chiny właśnie – pomiędzy którymi tli się konflikt polityczny. Skutkuje to swoistym przeciąganiem liny, albowiem bilans handlowy kształtuje się na niekorzyść Ameryki: z ogółem 500 miliardów dolarów, 350 miliardów to deficyt. Nie jest to korzystna sytuacja, dlatego amerykańska administracja musi postępować delikatnie. Nieobliczalność Korei Północnej jest Chinom na rękę z jeszcze jednego powodu: za jej pomocą utrzymują w ryzach Koreę Południową i Japonię. Jednak w dłuższej perspektywie daje się dostrzec spadek znaczenia Pjongjangu dla Pekinu, który jest coraz bardziej samodzielny i swoimi działaniami wykraja coraz większy kawałek „globalnego tortu”. 

Reasumując: istnienie Korei Północnej w takiej postaci, jaką znamy od lat kilkudziesięciu, warunkowane jest jej przydatnością i użytecznością dla głównych graczy partii globalnych – nie tylko azjatyckich – szachów. Planiści amerykańscy, chińscy, rosyjscy, japońscy i południowokoreańscy dwoją się i troją przy opracowywaniu taktyki najbardziej odpowiedniej dla ich krajów, jednak sam Kim nie chce pozostawać na łasce mocarstw i cały czas pracuje nad skonstruowaniem atomowych technologii zdolnych zapewnić mu utrzymanie obecnego status quo. Jak kończą reżimy dysponujące możliwością prowadzenia jedynie klasycznej wojny można zaobserwować na przykładzie Saddama Husajna czy Radovana Karadzicia. Wątpliwe jest, aby przywódcy Korei Północnej uśmiechał się podobny los, dlatego też reżim nie zamierza kończyć prac nad stworzeniem bomby atomowej. Pytanie na ile północnokoreańskie zaplecze naukowe i gospodarcze jest w stanie samodzielnie opracować odpowiednio zaawansowaną technologię pozwalającą na atakowanie wroga za pomocą atomu to już oddzielny temat…

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Polityka Na Weekend cz. III

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s