Polityka Na Weekend cz. II

Świat równoległy, czyli o Korei Północnej słów kilka (1/2)

Korea Północna, o której znów jest głośno, to specyficzny kraj. Jeden z niewielu wciąż istniejących totalitarnych reżimów kontrolujących swoich obywateli w najdrobniejszych i najbardziej błahych obszarach. Rządzący tym krajem mają na swoim koncie tortury, morderstwa czy nakładanie bestialskich kar niechybnie prowadzących do śmierci. Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów nieludzkich odruchów reżimu było „ukaranie” jednego z dygnitarzy poprzez zorganizowanie szczególnego rodzaju „igrzysk” polegających na zamknięciu go razem z wygłodniałymi psami. Nietrudno się domyślić, że nie miał on większych szans na wyjście z tej „kary” żywym. Aby było jeszcze straszniej – rozpaczliwą walkę człowieka ze zwierzętami oglądała na żywo zgromadzona specjalnie w tym celu gawiedź. 

Kim Ir Sen – dziadek obecnie sprawującego władzę Kim Dzong Una – nie bawił się w zachowywanie choćby pozorów i ułożył kraj wedle swojego pomysłu. Obywatele Korei Północnej od czasów wojny koreańskiej żyją zatem w całkowitej izolacji od świata zewnętrznego. Jednak Kim Dzong Un po przejęciu władzy w 2011 roku dokonał swoistej rewolucji obyczajowej – kobietom nie grozi już karny obóz pracy za noszenie mini, mogą też bez trwożnego oglądania się za siebie jeździć na rowerze i nosić torebki. To nie koniec zmian, łaska pana jest nieograniczona – Słońce Narodu rozszerzyło oficjalny katalog dozwolonych fryzur z 2 do 14. Swego czasu głośno było o koreańskim internecie, który składał się łącznie z 28 domen. Tak, dwudziestu ośmiu.

Z naszej – europejskiej i demokratycznej – perspektywy wygląda to komicznie, ale dla Koreańczyków były to zmiany świadczące o nadejściu nowych czasów. Warto zatem docenić polską ułomną – ale wciąż – demokrację.

IMG_0195
Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0) John Pavelka https://www.flickr.com/photos/28705377@N04/4610972954

Waldemar Dziak, kierownik Zakładu Bezpieczeństwa Globalnego i Studiów Strategicznych Polskiej Akademii Nauk, w wywiadzie udzielonemu Dziennikowi Gazecie Prawnej, twierdzi, że Korea Północna to najbardziej kastowe państwo na świecie. Całe społeczeństwo podzielone jest na 3 klasy (lojalną, chwiejną i wrogą) oraz 51 podklas. Awans nie jest możliwy, degradacja – jak najbardziej, a przynależność do konkretnej grupy determinuje całe życie. Członkowie klasy wrogiej i chwiejnej nie są dopuszczani chociażby do studiowania fizyki, nie mogą zostać oficerami w armii, a osiedlać się mogą tylko w miasteczkach i wsiach. Stolica Korei Północnej – Pjongjang – zarezerwowana jest dla członków klasy lojalnej. Ale permanentna inwigilacja dotyczy wszystkich bez wyjątku – żaden dom w Pjongjangu nie może być zamykany na klucz. Cel jest jeden: dozorca (partyjny aparatczyk lub oficer służb) pod nieobecność mieszkańców sprawdza, czy portrety wodzów są oczyszczone z kurzu, czy jedzenie w lodówce jest adekwatne do wysokości zarobków. Aby przemieścić się do miasta położonego obok wymagana jest specjalna przepustka. Ma to przeciwdziałać przepływowi informacji, w przeciwnym wypadku wiejska biedota w sposób nieskrępowany mogłaby zobaczyć, jak wygląda życie klasy uprzywilejowanej. I jeszcze – nie daj Boże! – zapragnęłaby zmian. Po co samemu dostarczać sobie problemów?      

Jakie zatem kryteria decydują o rozdzielaniu przynależności klasowej konkretnym osobom? Jak to zwykle bywa w dyktaturach – trudno postawić jasno wytyczoną granicę, można jednak stwierdzić, że kryterium, na podstawie którego władze decydują o całym życiu danego człowieka, jest lojalność wobec wodza. Problem w tym, że traktowana jest ona dość szeroko i uznaniowo. Odmowie wstępu do klasy lojalnej może służyć dosłownie wszystko, na przykład fakt, że konkretna osoba ma w swojej rodzinie wuja, którego spotkał pech (a może szczęście?) w postaci pozostania po podziale kraju w Korei Południowej. Nic to, że nigdy go nie widzieliśmy i nie mieliśmy z nim żadnego kontaktu. Sam fakt bycia spokrewnionym z osobą mieszkającą po drugiej stronie granicy decyduje o „skazaniu” na przynależność do klasy najwyżej chwiejnej. 

Utrzymywanie obywateli w absolutnej separacji od nieoficjalnych źródeł informacji ma swój cel. Otóż mit założycielski Korei Północnej opiera się na wielopiętrowym kłamstwie i wszechobecnej dezinformacji. Totalną fikcją jest życiorys Kim Ir Sena, biogram Kim Dzong Ila również można zaliczyć do kategorii political fiction – nieprawdziwe jest chociażby miejsce urodzenia czy data urodzin. Sam Kim Dzong Un kontynuuje rodzinną tradycję polegającą na tworzeniu wokół siebie sekciarskiej atmosfery. Jak mówi wspomniany już wcześniej Waldemar Dziak, Kim nie jest wariatem, wychował się w szwajcarskich szkołach, zna Zachód, jest człowiekiem systemu we wszystkich aspektach. Gdyby teraz uchylił ludowi okno na świat, wielopoziomowa bzdura, na której opiera się władza jego rodziny, ległaby w gruzach. Oczywiście przywódca Korei Północnej nie miałby większych problemów z ucieczką do przyjaźnie nastawionych krajów, które umożliwiłyby mu spokojne i dostanie życie, lecz czym jest bajeczny majątek wobec utraty władzy?   


O możliwych scenariuszach, zgodnie z którymi może potoczyć się rozwój wypadków czytaj za tydzień! 

Advertisements

One thought on “Polityka Na Weekend cz. II

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s