[RECENZJA] Niepewność – matka wszystkich lęków

Zygmunt Bauman, Obcy u naszych drzwi, PWN, Warszawa 2017

Cieszy krótka, acz bardzo treściwa książka autorstwa jednego z największych polskich socjologów: Zygmunta Baumana. „Obcy u naszych drzwi” jawi się jako kieszonkowa „instrukcja obsługi” życia, które zmienia się na naszych oczach.

IMG_Bauman

Szok wywołany dantejskimi scenami z imigrantami w roli głównej stopniowo staje się rutyną normalności: zdjęcia utopionych dzieci wyrzucanych na brzeg, płoty z drutu kolczastego, ludzie stłoczeni na krypach ledwo przebijających się przez fale. Kiedy ostatnio widzieliśmy podobne przekazy? Huragan Katrina? Rozpad Jugosławii i krwawa wojna na Bałkanach? Druga wojna światowa? Otóż nie, to był rok 2016 na granicach Unii Europejskiej.

Masowe migracje nie są zjawiskiem nowym, zmianom ulegają jedynie ich kierunki. Spowodowane jest to naszą – ludzką i społeczną – naturą: cywilizacja sama w sobie generuje ludzi „zbędnych”, lokalnie nieużytecznych. Zawsze tak było, gdyż wojny, rewolucje, wadliwe sposoby działania lokalnych gospodarek towarzyszą nam od zarania. Destabilizacja Bliskiego Wschodu doskonale wpisuje się w klasyczne powody migracji.

Społeczeństwa Europy ogarnął strach i to własnie on stanowi przedmiot rozważań Baumana. Nie jest wszak tak, że całe społeczeństwo boi się imigrantów: biznes cieszy się z napływu taniej i nienawykłej do zrzeszania się w związki zawodowe siły roboczej. Najbardziej lękowe postawy prezentują ludzie „wytworzeni” przez wiele nowoczesnych gospodarek. Są to ci, których prześladuje poczucie kruchości ich egzystencji, niepewności, przyszłości, pozycji ich samych oraz ich dzieci. Ze względu na całkowitą destabilizację Bliskiego Wschodu, jak też wysoki standard życia w Europie, mało prawdopodobne, by masowe ruchy migracyjne ustały. „My” bronimy się stawiając mury, „Oni” wykazują się coraz większą determinacją i kreatywnością. „My” żyjemy w miarę dostatnio i spokojnie, „Oni” walczą o – dosłownie – przeżycie. Nawet jeśli nie muszą uciekać przed lokalnymi bojówkami, to i tak pracują ciężko za marne wynagrodzenie. Cóż dziwnego, że szukają dla siebie lepszej przyszłości? Wystarczy spojrzeć na polskich pracowników w Anglii, Niemczech czy Norwegii – tam to właśnie „My” byliśmy „obcymi” szukającymi lepszego losu.

Z naszego punktu widzenia to ludzie pukający do naszych – europejskich – drzwi są „obcymi”. Budzą niepokój, bo nie wiemy o nich nic. Bauman pisze: „Tym, co ratowało white thrashów z południowych stanów Ameryki przed piekłem bolesnej nienawiści do samych siebie, była obecność czarnoskórych, podludzi, którym brakowało przywilejów, jakimi mogli się pochwalić najubożsi biali. Lepiej być rdzennym misérables, niż bezpaństwowym przybłędą”. Innym czynnikiem wyszczególnianym przez autora jest – choćby potencjalna – możliwość utraty zdobytej pozycji. Przestaliśmy bowiem mieć wpływ na rozwój wypadków. Czy łatwo zrozumieć złożone procesy globalizacyjne, na tyle silne, że z pozoru mało istotne wydarzenia w dalekiej chińskiej prowincji mogą wpływać na zmianę naszej sytuacji? I to w naszym własnym domu. Oczywiście prościej przerzucić odpowiedzialność za pogorszenie naszego losu na inny, łatwy cel.

Także politycy mają swoje za uszami. Uprawiana przez nich sekurytyzacja – polegająca na przenoszeniu uwagi z trudności, z którymi nie są w stanie (lub w ogóle nie próbują) sobie poradzić, na problemy łatwe do pomyślnego rozwiązania – to tylko jeden z zarzutów Baumana. Nie sposób pominąć tu indywidualizacji, czyli przerzucania przez rządzących odpowiedzialności za rozwiązywanie bolączek całego społeczeństwa na jednostki, niedysponujące oczywiście odpowiednimi środkami. Jednostki te zdane są same na siebie, nie radzą sobie z problemami generowanymi globalnie, w związku z tym odczuwają frustrację i złość. Znaczenie ma również erozja suwerenności terytorialnej istniejących państw, napędzana przez proces globalizacji. Za globalizacją władzy nie idzie globalizacja polityki, co oznacza, że „zdolność do załatwienia pewnych spraw” nie łączy się z „możliwością decydowania, jakie sprawy należy załatwić”. Stąd już tylko mały krok do wyczekiwania Silnego Przywódcy, który przedstawia prostą receptę na skomplikowane zagadnienia. Bauman powtarza za Hobsbawmem i Hrochem to, co wszyscy czujemy instynktownie: nacjonalizm oraz narodowość są substytutami czynników integrujących w kruszejącym społeczeństwie. Gdy upada społeczeństwo, wspólnota narodowa jawi się jako ostateczna gwarancja bezpieczeństwa.

Dlaczego jednak prostacki w formie i treści izolacyjny nacjonalizm nie stanowi rozwiązania globalnych problemów? Odpowiedź daje Benjamin Barber w książce manifeście Gdyby burmistrzowie rządzili światem. Dysfunkcyjne kraje, rozkwitające miasta: budowanie państwowości na izolacjonistycznych postawach nie jet wydajne w skali globalnej. Nacjonalizm sprawdza się jako recepta na niepodległość i wolność autonomicznych narodów, lecz ponosi całkowitą porażkę w przypadku powszechnego występowania współzależności. Wnioski Baumana są alarmujące: upadające społeczeństwa, pokładające nadzieję w mężu opatrznościowym, w gruncie rzeczy szukają zaczepnego, wojującego nacjonalisty. Człowieka, który obieca zatrzymać globalizację, spuścić psy i zamknąć bramy, które już dawno wypadły z zawiasów. Dla nieprzekonanych autor Obcych… proponuje lekturę dodatkową w postaci ciągle aktualnej książki Hobsbawma Narody i nacjonalizm po 1780 roku.

Ostatni rozdział prezentuje się nader ciekawie, albowiem traktuje o korzeniach zjawiska internetowego hejtu. Bauman wyróżnia dwa tryby życia, między którymi przełączamy się niemal niezauważalnie. Tryb offline to tradycyjne życie, tu i teraz, heterogeniczne, heteronomiczne, wielogłosowe. W tym trybie podejmujemy wybory rzadko kiedy jednoznaczne, a ich konsekwencji nie sposób przewidzieć. Natomiast tryb online jest życiem w wirtualnej rzeczywistości, gdzie dominują uproszczenia, złudna wizja bezgranicznej wolności. To świat całkowicie podporządkowany jednostce, albowiem do „strefy komfortu” wpuszczamy ludzi nam podobnych. Co w trybie offline nie jest, rzecz jasna, możliwe.

Autor przestrzega jednak przed potępianiem internetu jako takiego, zaleca traktować go jako narzędzie. Przyczyną wykorzystywania tegoż narzędzia do szerzenia nienawiści jest natomiast wycofanie się państwa z zapewnienia podstawowej siatki bezpieczeństwa (finansowego, socjalnego). Wszyscy teraz funkcjonujemy w ramach rynkowej konkurencji, nagradzani są nieliczni wygrywający, więc podchodzimy do innych nieufnie – mogą oni zabrać należne nam dobra, których i tak jest dramatycznie mało. Rozwiązaniem, według Baumana, byłaby stara, dobra konwersacja – droga do wzajemnego zrozumienia, szacunku oraz zgody. Musimy znaleźć wspólny język, to kwestia życia lub śmierci. Wspólnego życia lub wspólnej śmierci.

Recenzja ukazała się drukiem w marcowym numerze „Nowych Książek” (3/2017)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s