Europo, nie idź tą drogą [RECENZJA, T. Piketty, Czy można uratować Europę?]

Na wieść o szykowanym przez wydawcę polskim tłumaczeniu książki Thomasa Piketty’ego przywołałem w pamięci wrażenia wywołane przez jego „Kapitał w XXI wieku” – opasłe, prawie siedmiusetstronicowe tomiszcze, którego główne przesłanie można sprowadzić do prostej zależności: r>g, oznaczającej, że dochody z kapitału przewyższają dochody z pracy czy produkcji.

IMG_Piketty

Piketty udowodnił tym samym, że na nierówności dochodowe zdecydowanie bardziej podatni są pracownicy utrzymujący się z pracy najemnej niż właściciele odpowiednio wysokiego kapitału, żyjący z odpowiednio wysokiego oprocentowania tegoż. Mówiąc innymi słowy: bardziej opłaca się czerpać korzyści z obrotu zgromadzonym już kapitałem (także poprzez spekulacje giełdowe), aniżeli zainwestować go w produkcję. Pomimo krytyki odnoszącej się do obranej przez Piketty’ego metodologii dla wielu osób był to intelektualny powiew świeżości.

Z tym większym zaciekawieniem zasiadłem do lektury Czy można uratować Europę? we Francji wydanej w 2012 roku. Tym razem Thomas Piketty nie zasypuje czytelnika ogromem statystyk, wykresów czy złożonością teorii ekonomicznych, albowiem książka okazuje się być antologią felietonów autora zamieszczanych na łamach lewicowego dziennika „Liberation” w latach 2004-2012. Czytając ją należy pamiętać o przyjętej perspektywie czasowej: felieton otwierający zasadniczą część książki ma datę wrzesień 2004 roku, zamykający zaś grudzień 2011. Oznacza to, że poszczególne teksty oddają poglądy i nastroje autora rozciągnięte na bardzo interesujący okres w historii zjednoczonej Europy: począwszy od największego w dziejach Unii Europejskiej rozszerzenia (obejmującego Polskę, Czechy, Słowację, kraje bałtyckie – Litwę, Łotwę i Estonię – oraz Węgry, Cypr i Maltę), poprzez odciskający swe piętno po dziś dzień kryzys finansowy i gospodarczy z roku 2008, kończąc zaś na widocznych już gołym okiem pęknięciach unii gospodarczo-walutowej w roku 2012.

Ułożone chronologicznie felietony tworzą spójną całość, z której można wyciągnąć zaskakująco konstruktywne wnioski. Zasadniczym pytaniem jest aktualność tych wniosków, albowiem nic nie wskazuje na to, aby dzisiejsza Unia Europejska już wyszła – bądź była w procesie wychodzenia – obronną ręką z ogromnych perturbacji grożących jej rozpadem. Już sama przedmowa daje do myślenia: stawiane przez Thomasa Piketty’ego pytanie o kierunek rozwoju Unii Europejskiej („Czy UE spełni nadzieje, jakie tylu z nas w niej pokłada? (…) Czy stanie się kontynentalnym mocarstwem i ostoją demokracji?” kontra „rozregulowany instrument technokratyczny, narzędzie konkurencji wszystkich ze wszystkimi i upokarzania państw przez rynki?”) dzisiaj wydaje się mało istotne wobec problemu najpoważniejszego i na swój sposób ostatecznego: czy Unia w ogóle przetrwa? Czy największe osiągnięcie europejskich krajów, mające na celu zapobieżenie kolejnej krwawej wojnie, rozpadnie się niczym postawiony na piasku domek z kart wystawiony na huraganowe wiatry? Czy ktoś jeszcze pamięta, w jakim celu budowano filary dzisiejszej UE – Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, Europejską Wspólnotę Gospodarczą i Europejską Wspólnotę Energii Atomowej?

Dzięki przyjętej przez Piketty’ego – w dużej mierze francuskiej – optyce dowiadujemy się o zakulisowych politycznych rozgrywkach (nie tylko w centroprawicowej UMP – Union pour un mouvement populaire), poznajemy sekrety rozliczeń podatkowych małżeństw i par funkcjonujących w oparciu o istniejący od 1999 roku PACS (Pacte civil de solidarité, francuskie rejestrowany związek partnerski, pozwalający legalizować nieformalne związki między dwoma osobami bez względu na płeć), oraz adresie siedziby francuskiego ministerstwa gospodarki i finansów. W tym miejscu pochwała należy się tłumaczowi za objaśnienie każdego francuskiego skrótu, bez tej dodatkowej informacji czytelnicy nieznający języka francuskiego na własną rękę musieliby szukać znaczenia nazw (Conseil de l’emploi, des revenus et de la cohésion Sociale czy Association pour le regime de retraite compleméntaire des salariés). Felietony na temat stosowanych niegdyś w USA kwot imigrantów (zastąpionych w 1965 roku przez system oparty o kategorie funkcjonalne) mieszają się z refleksjami dotyczącymi reorganizacji francuskiego szkolnictwa wyższego i systemu emerytalnego (popartych przykładami doskonale przemyślanych reform w Szwecji), pomysłem zastąpienia hamującego spekulacje finansowe podatku Tobina przez globalny (!) podatek od wymiany handlowej, czy spostrzeżeniami odnoszącymi się do współpracy administracji państwowej, prywatnego biznesu i uczelni wyższych w procesie tworzenia innowacji na skalę światową. Nacisk na zwiększenie innowacyjności francuskiej gospodarki jest w książce wyraźnie widoczny, podobnie jak niekończące się postulaty uproszczenia systemu podatkowego, w którym obowiązuje teraz siedem progów oraz tarcza podatkowa. Dzięki takiemu właśnie prawu podatek od dochodów Liliane Bettencourt – najzamożniejszej osoby we Francji, zajmującą dziesiątą lokatę wśród najbogatszych ludzi na świecie – w ciągu 10 lat wyniósł niewiele ponad 6% rocznie. A przecież z punktu widzenia szarego obywatela Republiki jedyną „zasługą” nieparającej się żadną pracą Liliane Bettencourt jest – jak twierdzi Piketty – odziedziczenie fortuny.

Z wypiekami na policzkach czyta się felietony dotyczące wydajności pracy i kształtowania systemu edukacji. Uważam, że są to jedne z bardziej wartościowych tekstów w książce. Autor zwraca uwagę na rozbieżności pomiędzy czasem pracy i wydajnością pracownika we Francji i Wielkiej Brytanii, oraz poddaje krytycznej ocenie brytyjski system szkolnictwa. Jego dywagacje wydają się znacznie wychodzić poza tradycyjne francusko-brytyjskie animozje, a w dobie szukania przez polskie władze sojuszników po drugiej stronie Kanału La Manche warto spojrzeć na nie z głębszą refleksją. W tym miejscu zwrócę uwagę czytelników na istotny fakt – Piketty nie jest zwolennikiem stosowanego we Francji trzydziestopięciogodzinnego (!) tygodnia pracy. W ciekawym i wymagającym głębszego namysłu tekście traktującym o różnicach we francuskim i brytyjskim systemie edukacji można przeczytać, że Wielka Brytania – pomimo rządów Margaret Thatcher – jest krajem niedokształconym i mało wydajnym, dlatego też musi uciekać się do stosowania metod charakterystycznych dla krajów biednych: dumpingu podatkowego i dłuższego czasu pracy. Według autora jest to skutek niedofinansowania systemu edukacji i jego zróżnicowania społecznego (klasowego). W związku z tym dostaje się także Irlandii, która swój model gospodarczy oparła o niską stawkę podatku – około 12% przy stawkach minimum 25% stosowanych przez rozwinięte kraje Unii Europejskiej. Na jej usprawiedliwienie Piketty przytacza ważny argument – dlaczego Irlandia ma stosować wyższą stawkę podatku, jeśli w Polsce i krajach regionu stosowana jest podobna taktyka? Rozwiązaniem – tyleż idealistycznym, ile teraz niewykonalnym – jest wprowadzenie w ramach Unii Europejskiej jednolitej stawki podatku od przedsiębiorstw. Jednak trudno zgodzić się z nazbyt odważnym, moim zdaniem, stwierdzeniem Francuza, jakoby Wielką Brytanię czekał rychły upadek.

Ostatnią część omawianej książki stanowi dodatek składający się z trzech felietonów napisanych już w roku 2015, dotyczących działań wobec Państwa Islamskiego, losów regionu rozciągającego się od Egiptu, przez Syrię, Irak, Półwysep Arabski, aż po Iran oraz podejścia Francji (czy szerzej – Zachodu) do petrodolarów zarabianych na współpracy z lokalnymi reżimami. Piketty sprytnie spina je klamrą nierówności społecznych. Czy nie jest to zbyt duże uproszczenie?

Czy Thomas Piketty udziela odpowiedzi na postawione w tytule książki pytanie: czy można uratować Europę? Czytelnicy szukający prostych rozwiązań dostrzegą zarysowane w tekście zręby polityki, na której należy budować przyszłość Kontynentu: innowacyjne gospodarki, współpraca biznesu ze szkołami wyższymi, pracodawców z pracobiorcami, przejrzyste i jak najmniej skomplikowane systemy podatkowe, zmiana podejścia do administracji; państwo samo w sobie nie jest wrogiem utrudniającym życie, lecz przewidywalnym wspólnikiem, który w sytuacji kryzysowej służy swym ramieniem. Ja jednak traktuję ją jako przewodnik wskazujący kierunek realizacji europejskiego projektu – federalizacja, czyli dalsza integracja. Lepiej będzie dla nas wszystkich, jeśli zdrowy rozsądek weźmie górę nad emocjami.

Recenzja ukazała się drukiem w styczniowym numerze „Nowych Książek” (1/2017)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s